Falownik wyłącza się w samo południe
Skąd bierze się wzrost napięcia przy oddawaniu energii do długiej linii, dlaczego falownik musi wtedy ograniczyć moc, co sprawdzić po swojej stronie i jak zgłosić sprawę operatorowi.
Jest bezchmurne południe, moduły są czyste, a produkcja nagle siada albo urywa się na kilka minut i wraca. Powtarza się to tylko w najlepsze dni, najczęściej wiosną i latem, i tylko w godzinach okołopołudniowych. W dzienniku zdarzeń falownika pojawiają się komunikaty dotyczące napięcia sieci.
To jedna z najczęstszych sytuacji w zabudowie rozproszonej i jedna z najbardziej mylących, bo wszystko po stronie właściciela wygląda w porządku — i faktycznie zwykle jest w porządku.
Skąd bierze się wzrost napięcia
Instalacja przyłączona do sieci nie „wypycha" energii siłą. Żeby oddać moc, falownik musi utrzymywać w punkcie przyłączenia napięcie nieco wyższe niż napięcie panujące w sieci. Im więcej mocy płynie i im dalej jest do stacji transformatorowej, tym większa różnica jest do tego potrzebna, bo przewód ma swoją rezystancję.
W zabudowie zwartej, blisko transformatora, efekt jest niewielki. W zabudowie rozproszonej, gdzie linia niskiego napięcia ciągnie się przez wieś, a przekroje przewodów pochodzą z czasów, gdy nikt nie planował oddawania energii z wielu punktów naraz, efekt bywa wyraźny. Jeśli dodatkowo kilku sąsiadów na tej samej linii produkuje w tym samym momencie — bo słońce świeci wszystkim naraz — napięcie na końcu linii rośnie najbardziej.
Dlaczego falownik musi wtedy ograniczyć moc
Napięcie w sieci musi mieścić się w dopuszczalnym zakresie, a falownik ma obowiązek to kontrolować. Gdy napięcie zbliża się do górnej granicy, urządzenie najpierw zmniejsza moc, a jeżeli granica zostanie przekroczona, odłącza się od sieci i po pewnym czasie próbuje wrócić.
Takie zachowanie nie jest usterką ani wadą urządzenia. Jest wymaganym zabezpieczeniem, które chroni odbiorniki wszystkich przyłączonych do tej samej linii przed pracą przy zbyt wysokim napięciu. Falownik, który by tego nie robił, byłby urządzeniem niezgodnym z wymaganiami.
Dlatego pierwszą reakcją nie powinna być wymiana falownika ani zmiana nastaw zabezpieczeń. Nastawy wynikają z wymagań operatora i standardów — samodzielne ich modyfikowanie nie rozwiązuje problemu, tylko przenosi go na sąsiadów, i może naruszać warunki przyłączenia.
Co sprawdzić po swojej stronie, zanim zgłosisz sprawę
Zanim sprawa trafi do operatora, warto wykluczyć przyczyny leżące w obrębie własnej instalacji, bo one też podnoszą napięcie w punkcie pomiaru.
Sprawdzeniu podlega przede wszystkim trasa od falownika do rozdzielnicy i licznika: jej długość, przekrój przewodów i jakość połączeń. Zbyt długi lub zbyt cienki odcinek wewnętrzny sam z siebie tworzy dodatkowy spadek, który falownik musi pokonać. To zadanie dla elektryka z uprawnieniami — nie dla właściciela z miernikiem.
W budynku zasilanym trójfazowo znaczenie ma też rozłożenie mocy na fazy. Instalacja jednofazowa większej mocy albo mocno nierówne obciążenie faz sprawiają, że napięcie na jednej z nich rośnie szybciej niż na pozostałych. Bywa, że rozwiązaniem jest przejście na falownik trójfazowy albo przełożenie części obwodów.
Warto też zebrać dowody: zrzuty z dziennika zdarzeń, wykresy dni, w których zjawisko wystąpiło, i godziny. Sama pamięć właściciela nie wystarczy do rozmowy o parametrach sieci.
Zgłoszenie do operatora sieci
Adresatem jest operator systemu dystrybucyjnego — ten sam, który przyjmował zgłoszenie mikroinstalacji i wymieniał licznik. Nie sprzedawca energii; to rozróżnienie tłumaczy strona /przylaczenie-i-rozliczenia/.
Zgłoszenie powinno opisywać zjawisko konkretnie: adres i numer punktu poboru, od kiedy występuje, w jakich godzinach i przy jakiej pogodzie, jak zachowuje się falownik, jakie komunikaty zapisuje. Do tego dołącza się wydruki albo zrzuty z monitoringu. Prośba brzmi zwykle: o sprawdzenie parametrów napięcia w punkcie przyłączenia.
Standardową reakcją jest rejestracja parametrów przez pewien czas, a następnie ocena wyniku. Jeżeli napięcie rzeczywiście wykracza poza dopuszczalny zakres, po stronie operatora są działania techniczne: zmiana ustawień w stacji transformatorowej, wzmocnienie albo skrócenie linii, w skrajnych przypadkach nowa stacja. Bywa, że rozwiązanie przychodzi szybko, a bywa, że wymaga inwestycji zaplanowanej w czasie — serwis nie obiecuje tu żadnych terminów, bo zależą od konkretnego przypadku i od operatora.
Dokumentuj korespondencję i zachowuj pisma. To jedyna droga, która ma dalszy ciąg, jeżeli sprawa się przeciąga.
Co można zrobić u siebie w międzyczasie
Najprostszym kierunkiem jest zużywanie energii wtedy, gdy powstaje: przesunięcie prania, zmywania, podgrzewania wody i ładowania samochodu na godziny okołopołudniowe. Każdy kilowat zużyty na miejscu to kilowat, który nie musi przepłynąć przez linię i nie podnosi napięcia.
Magazyn energii działa podobnie, tyle że automatycznie i za znacznie większe pieniądze. Może pomóc, ale jego sens zależy od profilu zużycia i od zasad rozliczenia — to rachunek do zrobienia na własnych danych.
Istnieją też ustawienia falownika dotyczące mocy biernej, które w pewnym zakresie wpływają na napięcie w punkcie przyłączenia. Konfiguruje je wykonawca, zgodnie z wymaganiami operatora — to nie jest obszar do eksperymentów właściciela.
Kiedy to jednak nie jest kwestia sieci
Nie każde południowe załamanie produkcji wynika z napięcia. Falownik zamontowany w nasłonecznionym, nieprzewietrzanym miejscu potrafi ograniczać moc z powodu własnej temperatury — objaw bywa podobny, ale komunikaty w dzienniku są inne. Podobnie wygląda cień, który akurat w południe pada na część modułów, choć wtedy wcięcie jest powtarzalne co do minuty i nie zależy od tego, jak dobry jest dzień. Kształty dziennych krzywych i sposób ich czytania opisuje wpis /blog/rok-w-wykresie-produkcji/.
Rozróżnienie jest istotne, bo prowadzi do zupełnie różnych działań: raz jest to sprawa do operatora, raz do wykonawcy, a raz do sekatora.
Najważniejsze w jednym zdaniu
Falownik wyłączający się przy pięknej pogodzie zwykle wykonuje swoje zadanie poprawnie, a problem leży poza działką — ale to nie znaczy, że nie ma nic do zrobienia: zjawisko trzeba udokumentować, zgłosić właściwemu adresatowi i w międzyczasie zużywać na miejscu tyle, ile się da.